poniedziałek, 18 stycznia 2016

4. Truth or dare?



Notka ode mnie tradycyjnie na końcu, proszę przeczytajcie ją.

***

Przerwałam pakowanie kolejnych rzeczy do jednego z kartonów, które porozwalane były w każdym kącie pokoju, kiedy ujrzałam migoczącą twarz Penelope na ekranie telefonu. Skonsternowana przygryzłam wargę, bijąc się myślami. Powinnam odebrać? Nie wiedziałam, czy jestem gotowa na informacje, że Niall jednak zmienił stan cywilny, pomimo jej interwencji, kiedy to postanowiła przerwać ceremonię i rzuciła się prosto na ołtarz. Wiedziałam, że taka opcja była najmniej prawdopodobna, jednak znałam temperament i nieobliczalną naturę mojej przyjaciółki, więc i takie rozwiązanie musiałam brać pod uwagę.

Po kilku chwilach bicia się z myślami, w końcu zdecydowałam się na przesunięcie ekranu i kiedy przyłożyłam telefon do ucha, natychmiast odsunęłam go na bezpieczną dla mojego zdrowia odległość, kiedy tylko usłyszałam niemiłosierny pisk dziewczyny.

- ON ZWIAŁ Z OŁTARZA, MAGS! NAWET NIE ZDĄŻYŁAM NIC ZROBIĆ, KIEDY ON PO PROSTU UCIEKŁ!

- Co? – miałam wrażenie, że to co mówi do mnie Penelope, to jakiś głupi żart. Serio, Niall? To kompletnie burzy moje wyobrażenie na temat chłopaka, który nigdy, nawet pomimo swojego beznadziejnego zorganizowania, nie uciekał od obowiązków.

- To, co słyszałaś, idiotko! Nie wziął tego cholernego ślubu! Po prostu postanowił zostać pieprzoną Julią Roberts i tak po prostu zwiać z kościoła.

- Tak po prostu – westchnęłam, siadając na krawędź łóżka. Po głowie chodziła mi jedna, jedyna myśl – czy zrobił to z mojego powodu? Przecież nasze nocne spotkanie, jak oboje zauważyliśmy, było pożegnaniem. Dlaczego więc, po kilku godzinach od naszego pożegnania, ot tak wybiega sobie z kościoła, zostawiając za sobą Sophie, rodziców i wszystkich gości spragnionych zabawy i alkoholu na zarąbiście ekskluzywnym weselu? O co tu chodzi?! Nagle do głowy przyszło mi coś jeszcze. Boże, oby nie było to, o czym myślałam. – Pen? On się nie dowiedział, prawda?

Milczenie mojej przyjaciółki sprawiło, że zaczęłam nieźle fiksować. Wtedy miałabym nieźle przerąbane. Boże. Oczyma wyobraźni już widziałam, jak dosłownie za kilka sekund zadzwoni dzwonkiem i ujrzę jego pełen wyrzutów głos. Kiedy już miałam zamiar, w ramach poszukiwania schronienia, wpełznąć do kartonu, Penelope w końcu postanowiła się odezwać.

- Eee… nie. Ale jest coś jeszcze, o czymś powinnaś wiedzieć. – Zmarszczyłam brwi. Jezu, naprawdę nie wiem, czy moje serce zdąży pomieścić jeszcze jedną, szokującą informację.

- Wal – naprawdę, chciałam brzmieć kompletnie obojętnie, jednak sama wiedziałam, że marna ze mnie aktorka, kiedy zdałam sobie sprawę, jak bardzo drży mi głos.

- On nie uciekł stamtąd sam. Zrobili to razem z Sophie.


Niall’s POV

Zerknąłem na zegarek i uśmiechnąłem się mimowolnie. Od pół godziny razem z Soph mielimy bawić się na naszym weselu i udawać super zakochanych i szczęśliwych. Kolejny raz odetchnąłem z ulgą i spojrzałem na dziewczynę naprzeciwko, która z wielkim apetytem pałaszowała ciasto czekoladowe.

- W skali od jeden do dziesięć, jak bardzo zawiedliśmy wszystkich i jak bardzo jesteśmy z tego powodu zadowoleni? – spytała Sophie, nie przerywając jedzenia. Ponownie uśmiechnąłem się szeroko i po chwili zastanowienia powiedziałem pewnie:

- Jakiś miliard.

Usłyszałem chichot dziewczyny. Siedzieliśmy w jakieś kawiarni, starając się nie zwracać na siebie uwagi, co było i tak trudne, zważywszy na to jak wyglądaliśmy. Póki co ukrywanie się przed paparazzi mieliśmy z głowy, dlatego w spokoju jedliśmy swoje kawałki ciast, popijając je herbatą. Dawno nie czułem się tak wyluzowany i wolny. Dosłownie. Gdyby nie ona, nie wiem, czy miałbym wystarczająco odwagi aby to zrobić. Po spotkaniu z Mags, myślałem o tym za każdym razem, ilekroć w głowie pojawiła mi się jej twarz.

Nie wiedziałem jak teraz będzie wyglądać moje życie. Nie miałem pojęcia jak będą wyglądać moje stosunki z niedoszłą żoną i Mags. Co będzie z Tylerem i jak bolesna będzie kastracja wykonana przez macochę Sophie. Znałem tą bezwzględną babę i wiedziałem, że nie popuści tego płazem ani pasierbicy, ani tym bardziej mi. Głośno przełknąłem ślinę i instynktownie pogładziłem się po kroczu, chcąc zapamiętać swój sprzęt. Sophie spojrzała na mnie i ponownie wybuchła śmiechem.

- Wiesz jak bardzo mamy przerąbane? – zapytałem, ignorując jej chichot. Pokiwała głową. – Co teraz? – zapytałem poważnie, widząc, jak brunetka również staje się spokojniejsza.

- Nie mam pojęcia, Niall. – powiedziała, skupiając wzrok na mojej twarzy. Jej idealna fryzura nieco się popsuła podczas biegu, jednak nie zmieniało to faktu, że wciąż wyglądała pięknie i niejeden facet chciałby stanąć z nią przed ołtarzem. – Po prostu żyjmy dalej. Bez presji rodziców, menedżerów i całego, gównianego otoczenia. Może niech będzie tak, jak...

- Przed narodzinami Tylera? – zapytałem, a ona niemal niezauważalnie pokiwała głową. W duchu cieszyłem się z takich obrotów sprawy, jednak wiedziałem, że to nie rozwiąże naszych problemów. Wprawdzie mogliśmy w spokoju zacząć żyć jak przyjaciele i zacząć związki od nowa z właściwymi osobami, jednak wciąż musieliśmy pamiętać o synu. W szczególności ja. Przecież nie mogłem dopuścić do tego, aby młody wychowywał się w niepełnej rodzinie. Nawet, jeśli nie kochałem jego matki. Czułem, że znów się pogubiłem. Znowu pojawiła się narastająca frustracja i wielka niewiadoma przyszłość. Zacisnąłem zęby. Czy rzeczywiście znów miałem słuchać rozsądku, skoro to, co dziś zrobiliśmy, wydawało się najlepszą decyzją z możliwych? Może teraz kolej na serce i odzyskanie Mags, bez której wszystko, łącznie oddychaniem, stawało się trudniejsze?

Moje rozmyślanie przerwał dźwięk mojego telefonu, do którego po sekundzie dołączyła się komórka Soph. Oboje spojrzeliśmy na wyświetlacze, a następnie na siebie.

- Bardzo źle? – zapytałem.

- Alice – skrzywiła się, przenosząc wzrok na telefon. – U Ciebie?

- Liam.

Oboje wzięliśmy głęboki oddech.

- Dobra, na trzy. Lepiej żebyśmy najgorsze mieli za sobą. – Sophie posłała mi pokrzepiający uśmiech, po czym odliczyliśmy i w tym samym momencie odebraliśmy połączenia.

- Niall, jesteś najbardziej pojebanym facetem na świecie – usłyszałem głos przyjaciela. Skinąłem głową na jego słowa, czekając na jego dalszy monolog. – Uciec z własnego ślubu, niewiarygodne. Nie posądziłbym cię o ten chory pomysł – ucichł, a ja zacząłem mieć wyrzuty sumienia. Serio zawiodłem wszystkich? Kiedy już formowałem w głowie mowę obronną, Liam postanowił coś dodać:

- Dobra robota, stary. Mam nadzieję, że teraz wszystko wróci do normy.

Uśmiechnąłem się pod nosem. Miałem cholerną nadzieję, że słowa Liama okażą się prorocze.


Mags' POV

Od kilku minut wpatrywałam się w telefon, kolejny raz analizując rozmowę Penelope. Chyba wciąż nie potrafiłam uwierzyć w jej wersję o ucieczce Nialla sprzed ołtarza. To było kompletnie niedorzeczne! Niall jakiego znałam, na pewno nie dopuściłby się takiego czegoś. Właśnie, znałam. Czy to możliwe, żeby w ciągu tego okresu, w którym nie byliśmy ze sobą, ktoś mógł zmienić się do tego stopnia, żeby podjąć decyzję, za którą mógł słono zapłacić? Przecież nie wyglądał na takiego, kiedy jeszcze wczoraj tuliłam się do jego boku i próbowałam zapamiętać każdy szczegół jego sposobu bycia, uśmiechu, marszczenia nosa, czy głębi jego niebieskich oczu. Cholera, dlaczego to wszystko było takie porąbane?!

- Spakowana? – z letargu wyrwał mnie obojętny głos Mateusza opierającego się o framugę. Wolno spojrzałam w jego stronę. Chciało mi się płakać – najbliższa osoba, którą miałam w tym całym gównie, teraz traktowała mnie jak swojego największego wroga. Śmierć wspólnego przyjaciela paradoksalnie sprawiła, że zamiast łączyć się w bólu i razem przeżywać żałobę, traktujemy siebie jak nowo poznane osoby. To znaczy, Mateusz. Ja wciąż próbowałam ocieplić nasze stosunki, jednak powoli odpuszczałam nie widząc rezultatów. To wykańczało mnie psychicznie, a raczej to, co z niej zostało.

Skupiłam swój wzrok na jego oczach, dostrzegając w nich zalążek nadziei na poprawę. Ból mieszkał się z żalem. Żalem, że przygoda w Ealing dobiega końca, podobnie jak nasza przyjaźń. To bolało, cholernie.

- Długo będziemy traktować się tak obojętnie? Dobija mnie to. – skupiłam wzrok na swoich dłoniach, w których wciąż trzymałam telefon. W odpowiedzi dostałam wymowne milczenie, które skwitowałam jako brak jakichkolwiek nadziei na poprawę. Jak się okazało, nie myliłam się.

- Zdania nie zmienię – powiedział z lekkim drżeniem. – Mam nadzieję, że do jutrzejszego wieczoru zabierzesz te wszystkie rzeczy. O siódmej spotykam się z Wilsonem, żeby oddać mu klucze.

Naszą oficjalną wymianę zdań przerwała wpadająca do pokoju, niczym burza, Penelope. Spojrzałam na jej krótką, czerwoną sukienkę, której ramiączka zasłaniały staranne brązowe fale. W rękach trzymała swoje ulubione, złote Louboutiny z limitowanej kolekcji. Uspokoiła swój oddech, po czym ciężko klapnęła na krzesło.

- Boże, ja nie wiem. Chyba dziś wszyscy celebrują dzień biegaczy – powiedziała, masując sobie stopy.

- Chcesz powiedzieć… - zaczął podejrzliwie Mateusz, jednak dziewczyna natychmiast mu przerwała.

- Tak, biegłam, z tego cholernego kościoła, prosto do waszego domu. Tak, całe dwanaście kilometrów – dodała, pokazując nam czarne jak smoła stopy. Zaskoczona wpatrywałam się w przyjaciółkę, czując, że naprawdę już nic mnie nie zdziwi. Jak ona to robiła? – Ale jazda, co? Najlepsze jest to, że nikt nie ma pojęcia, gdzie oni teraz znajdują – pokręciła głową z niedowierzaniem.

- Podróż poślubna? – zapytał kąśliwie kuzyn, nie omieszkując zaszczycić mnie pogardliwym spojrzeniem. Zmarszczyłam brwi, pierwszy raz od dawna stwierdzając, że odkąd zginął Josh, Mateusz był ostatnim kutasem. I dupkiem.

- Co? – tym razem to Pen wlepił wzrok z Mateusza i pokręciła głową z dezaprobatą. – Czy ty przeglądałeś dziś wiadomości, idioto?! Piszą o tym nawet na BBC! – powiedziała jednym tchem. Cmoknęła zniecierpliwiona i widząc pytające spojrzenie chłopaka, dodała: - Niall z Sophie zwiali z kościoła, zanim ksiądz zdążył dokończyć mowę otwarcia, czy coś. Wiem, bo sama to widziałam. Podwójny bojkot. Totalna padaka.

Usłyszałam, jak Mateusz cicho wciąga powietrze, wyraźnie zaskoczony tą informacją. Nie on jeden. Kiedy znów usłyszałam tą wiadomość od niej, ponownie moja szczęka niemal zetknęła się z podłogą. To było takie porąbane.

- Zresztą, później o tym pomyślimy. Teraz zajmiemy się twoją przeprowadzką i planem jak was pogodzić Mattym.

- Ja to słyszę – mruknął.

- Miałeś – prychnęła. – Kiedy przestaniecie zachowywać się jak dzieci? Nie tylko ty jesteś zraniony, Matty! Ona i ja także. Nie możesz jej wiecznie obwiniać za wypadek, który był po prostu tragicznym zbiegiem okoliczności!

- Daj mi spokój – Mateusz powiedział ze złością, po czym odwrócił się na pięcie i zniknął za ścianą.

- Cóż, popracujemy nad tym później – przerzuciła do tyłu włosy, kompletnie nie przejmując się wcześniejszą wymianą zdań. – Gadałam z Ramosem. Przed południem spotyka się z tą babą i podpisuje dokumenty wynajmu, a potem możesz się wprowadzać. Bez obaw, załatwiłam ci tragarzy – ciągnęła, nie zważając na to, że od kilku minut próbuję przerwać jej monolog. – A właśnie, zapomniałabym. Od poniedziałku chodzisz na terapię.

- Co? – poderwałam się z łóżka, obdarzając zszokowanym wzrokiem Penelope, która wzruszyła ramionami.

- Te-ra-pia – powiedziała. – Obiecałam Margo, że zaczniesz uczęszczać do jakiegoś zajebiście skutecznego psychiatry, który pomoże ci uporać się ze stresem pourazowym. Gdyby nie to, nadal byś leżała w tym głupim szpitalu i popadała w skrajną depresję.

- Dzięki, że sama podejmuje decyzje – mruknęłam sarkastycznie. – Umiem o siebie zadbać, Pen.

- Jasne – ziewnęła. – Gdyby tak było, nie miałabyś tak porąbanego życia. Zresztą, nie będę cię już dobijać. Jutro zaczynasz nowe życie. Może znajdzie się w nim miejsce dla Nialla, który w końcu się dowie, że ten mały dzieciak nie jest jego - spojrzała na mnie wymownie.

Wczoraj próbowałam, pomyślałam. Z marnym skutkiem. Wciąż nie powiedziałam jej o spotkaniu w apartamencie Nialla. Może to i lepiej? To była najbardziej intymna i sekretna rzecz, jaka zdarzyła się w moim życiu w ostatnim czasie. I nie chciałam się z nikim dzielić moimi prywatnymi chwilami szczęścia. Bo to były ostatnimi czasy jedyne momenty, kiedy zapominałam o wszystkim i cieszyłam się z każdej sekundy życia, które było powalone jak nigdy wcześniej.


Liam's POV


- Z drugiej strony szkoda, że ta cała szopka nie wypaliła. Naprawdę chciałem pobawić się w końcu na czyimś weselu – westchnąłem, biorąc jedno z kartonów Mags. Penelope pozostała nieugięta i pod groźbą sprzedania prasie moich nagich zdjęć, razem z Harrym postanowiliśmy pomóc przyjaciółce w przeprowadzce. Oczywiście, że nie kierowały mną tylko groźby tej powalonej dziewczyny. Czas spędzony z Mags też mi rekompensował stracone godziny, kiedy tylko razem zamknęliśmy się w łazience i zapaliliśmy cholernie mocnego skręta.

Po kilku buchach przyjemnej roślinki, w końcu postanowiliśmy zacząć przeprowadzkę. Dziwnie się czułem, wiedząc, że już nigdy nie będzie nam dane spotkać się w tym domu i upić się, obejrzeć film, albo po prostu pogadać. Miałem wrażenie, że tylko Ealing i mieszkający tutaj przyjaciele sprawili, że nie zwariowałem do końca w tej przeklętej show – biznesowej dżungli. Znajomi poza branżą byli cenni niczym złoto, dlatego trochę bolało to, że wraz z opuszczeniem murów tego domu skończy się jakaś epoka – nasze beztroskie, szczeniackie wybryki, pierwsze miłości, alkohol i inne używki przejdą do historii, a te czasy będę wspominał niemalże ze czcią.

Po piętnastu minutach ponownie wróciłem do pokoju Mags, czując ulgę, że czeka mnie ostatni karton do zniesienia. Przetarłem skrawkiem koszulki strużkę potu, która pojawiła się na mojej skroni i zbliżyłem się do pudła. Kiedy je podnosiłem, spod spodu wypadła jakaś pomięta kartka. Westchnąłem i odkładając karton, schyliłem się, aby wyrzucić papier, jednak widząc logo laboratorium medycznego, moja ciekawość i pewność siebie spowodowana zielskiem sprawiły, że czym prędzej rozprostowałem kartkę. Wodziłem wzrokiem po każdym zdaniu, które powodowały, że moje źrenice gwałtownie zaczęły się rozszerzać.


Mags' POV

- To już ostatnie – powiedział Harry, opadając na kanapę w moim mikrosalonie. Chwilę później przy moim boku pojawił się Ramos, ubrany w swój adwokacki uniform, składający się z idealnie skrojonej koszuli Armaniego, która okalana była garniturem Hugo Bossa. Naprawdę, w tym wydaniu wyglądał niesamowicie seksownie i gdyby nie to, że a) byłam strasznie zmęczona tym dniem i b) moje serce wciąż należało do Nialla, mogłabym spędzić z nim uroczy wieczór nie tylko przy kolacji ze świecami. Czułam, że Dan chce czegoś więcej, jednocześnie zdając sobie sprawę, że w najbliższym czasie nie będę mogła mu tego dać. Nie chciałam ranić i jego, miałam już dość kłopotów na głowie. Być może teraz powinnam odpocząć od swoich zawirowań miłosnych, kiedy i tak dostatecznie już wariuje z powodu ostatnich wydarzeń.

- Gdzie Liam? - zapytałam, ignorując dłoń Dana spoczywającą na moim ramieniu. Doskonale widziałam jak brwi Harry'ego unoszą się ku górze, widząc gest Ramosa, jednak, dzięki Bogu, postanowił powstrzymać się od komentarzy na ten temat. Kiedy ponowiłam pytanie, wzruszył ramionami, mówiąc, że miał do załatwienia jakąś sprawę na mieście. Zastanawiałam się jaki biznes można załatwić w niedzielny wieczór, jednak sekundę później uświadomiłam sobie, że showbiznes nigdy nie śpi. Zresztą, nie wnikałam, jego życie, jego sprawy i obowiązki.

Po kilku minutach niezobowiązującej gadki o niczym, w końcu z ulgą pożegnałam obu facetów. Doskonale widziałam ociągającego się Dana, jednak po stukrotnym zapewnieniu, że dam sobie radę i zadzwonię do niego z samego rana, w końcu z ogromnym żalem, wyszedł z mieszkania. Kiedy usłyszałam trzask, opadłam na kanapę, gdzie kilka minut wcześniej siedział Harry i zatopiłam się we własnych myślach. Tego mi było trzeba – ciszy i spokoju. To był odpowiedni czas na zrobienie prywatnego rachunku sumienia i wytknięcia sobie wszystkich błędów. Rozłożyłam się wygodnie i wytężyłam umysł. Mój dorobek z ostatniego miesiąca? Śmierć przyjaciela, szpecące blizny na większej powierzchni ciała, nienawiść kuzyna, prawnik, z którym przeżyłam całkiem niezły seks, były chłopak z którym spędziłam przedwczorajszy wieczór, który później uciekł sprzed ołtarza z matką nie swojego dziecka. Gdzieś w tej całej plątaninie był jeszcze skruszony Zayn, załamana Cailin i przyjaciele bojący się przyznać się do tego, że poniekąd miałam zły wpływ na ich życie i decyzje. Boże, byłam taka beznadziejna. Z nogami położonymi na stoliku do kawy, w ciszy obserwowałam szare niebo Londynu, którego urok dzielnie reprezentowały latarnie i migoczące światła centrum. Zawsze fascynował mnie ten widok; nie inaczej było tym razem. Zawsze było w tym coś intrygującego i jednocześnie pociągającego. Myślami wróciłam do momentów, kiedy razem z Joshem skradaliśmy się na dach jednej ze starych fabryk gdzieś w Hackney i oglądaliśmy zapierający dech w piersiach zachód słońca, ilekroć pogoda postanowiła mile nas zaskoczyć. To tam, zawsze rozmawialiśmy o sensie życia, co było śmieszne, zważając na fakt, że Josh był człowiekiem najmniej ogarniającym życie. Beztroska była jego drugim imieniem, jednak ilekroć spotykaliśmy się na tym dachu, potrafił mówić mądrze i z sensem, dlatego też przywołałam sobie jego słowa podczas jednego z naszych spotkań.
Twoje życie wcale nie musi tak wyglądać, Mags. Każdy w swoim życiu przechodzi okres, kiedy nad naszymi głowami problemy wiszą niczym chmura burzowa. Cierpienie i troski nieraz będą ciosać tak jak piorun, jednak pamiętaj, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Nie jestem pewien kiedy u ciebie się to skończy, ale wiem, że wyjdziesz na prostą szybciej niż myślisz. Tylko przestań się do cholery poddawać. Bo poddanie się to najgorsza porażka człowieka.

Dlatego w tamtym momencie postanowiłam, że koniec z użalaniem się ze sobą. Najwyższy czas doprowadzić się do porządku i chociaż wiedziałam, że mówiłam to sobie nie pierwszy raz od dłuższego czasu, jednak postanowiłam być konsekwentna jeżeli chciałam aby moje życie w końcu weszło na właściwy tor. Limit zakrętów już dawno wykorzystałam, na miłość boską. Czując napływ nowej energii postanowiłam, że powinnam posłuchać Penelope i Margo, dlatego musiałam powiedzieć Niallowi prawdę. Nie miałam już nic do stracenia.

Moje kontemplacje na kanapie przerwał dzwonek do drzwi. Lekko podirytowana, w głowie układałam wiązankę wyzwisk, która miała polecieć z stronę Penelope, która zapewne stała pod drzwiami z butelką wina. Jakież było moje zdziwienie, kiedy otwierając, moje serce zabiło milion razy szybciej, kiedy dostrzegłam Nialla, bacznie mnie obserwującego.

- Cześć. – Jego głos sprawił, że mój puls znów przyspieszył i stopniowo odbierało mi funkcje życiowe.

- Co ty tu robisz? - zdążyłam zapytać, zanim całkowicie odebrało mi mowę. Niall zamiast odpowiedzieć, nonszalancko oparł się o framugę wciąż otwartych drzwi i znów świdrował mnie wzrokiem.

- Chyba zapomniałaś mi o czymś powiedzieć – powiedział wolno, podnosząc pomiętą kartkę na wysokość moich oczu.

Wszystkie moje zdolności życiowe odeszły w zapomnienie i jedynym dowodem, że jeszcze nie umarłam, było moje bijące do granic możliwości serce i wzrok, który z przerażeniem lustrował treść sekretu, do którego dopiero co dojrzałam aby go wyjawić.
Szkoda, że odkrył go zanim zdążyłam to zrobić.
O Boże, on mnie zabije.


___________________________

Od razu Was przepraszam za ten chłam, który właśnie przeczytaliście. Rozdział nie miał tak wyglądać, wszystko przez mojego laptopa, który się rozwalił i wessał nie wiadomo gdzie wszystkie moje foldery, łącznie z gotowymi rozdziałami. Jestem wściekła na siebie, bo mogłam wcześniej pomyśleć i gdzieś zgrać to na pendrive, czy coś, a tak w wyniku mojej głupoty, musiałam pisać rozdział z pamięci. Boże, miej mnie w opiece.

Druga sprawa - nie wiem czy dam radę dodać rozdział za równo tydzień, ponieważ zbliża się sesja na mojej uczelni i mam totalne kongo i gorący okres, także proszę o wyrozumiałość :)

Do szybkiego zobaczenia! Życzcie mi weny i zdania tych cholernych egzaminów w pierwszym terminie :D
Love, Mags x
















36 komentarzy:

  1. Spoko nie przejmuj się. Jesteś świetna więc rozdzialy prędzej czy później odzyskasz. W to nie wątpię. Sesja to dramat dla każdego studenta, u mnie w domu też dwójka nie odchodzi od książek. Powodzenia życzę w tym okropnym momencie, a rozdział niech się pojawi wtedy kiedy będziesz miała wszystko zaliczone. Masz swoje życie, a nauka jest najważniejsza wiec ucz się kobieto. Co do rozdziału jest świetny. Liam wspaniały powiedział wszystko Horankowi. Chociaż w sumie gdyby pogadał jeszcze z Mags. Mrr byłaby draka. Ale by się wkurwił. Już nie mogę się doczekać kłótni Niallera z Mags. Będzie jak wisienka na torcie. Mam, a gdyby ką jeszcze w tym czasie odwiedził Ramos... To byłoby pięknie *O*
    Rozdział super genialny.
    Jeszcze raz powodzenia i wytrwałości w odtwarzniu rozdziałow.
    :*
    Julia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz błędy ale mój telefon i autokorekta to diabelskie narzędzia zbrodni.

      Usuń
  2. Kocham Liama! Uwielbiam gościa, jedyny, który szybko podjął decyzję bez durnego namyślania się, co zrobić. Niall powinien znać prawdę od początku. Nienawidzę tej postawy "okłamujmy go, lepiej, żeby nie znał prawdy". Nawet najgorsza prawda jest lepsza od najpiękniejszego kłamstwa.
    Pozdrawiam i czekam na next <3 a sesją się nie przejmuj, będzie dobrze. Ja na szczęście mam tylko jeden poważny egzamin, reszta to zwykłe zaliczenia, ale jak przyjdzie sesja letnia... Już teraz boję się, co to będzie, wypadnie mi pięć mega egzaminów -.-
    Czy już wspominałam, że kocham Liama? xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow ile sie dzieje w tym rozdziale!! Jak ja się cieszę że Niall i Sophie zwiali sprzed ołtarza i Liam znalazł te papiery!! Mam nadzieję że teraz wszystko sie juz wyjaśni. 😁 Rozdział jak zwykle świetny i powodzenia z egzaminami xx 😍

    OdpowiedzUsuń
  4. TY TO NAZYWASZ CHŁAMEM?! To jest świetne.
    Jestem ciekawa czy Niall bedzie zły za to że mu nie powiedziała prawdy na samym początku czy ją jednak rozumie dlaczego to zrobiła...
    A Matty,mógłby już przestać być taki oschły dla Mags. Pen ma racje w tej sprawie.
    A co do tego że wessało ci rozdziały tp się nie martw,zdarza się. A ty i tak dasz rade ze wszystkim.
    Powodzenia na studiach i egzaminach. Życzę dużo weny.
    Buźki xx // Karolina

    OdpowiedzUsuń
  5. AAAAAAAAAAAAA!
    Prawie się przewróciłam jak zobaczyłam, że jest nowy rozdział! Chłam?! O matko! To jest świetne! Skoro uważasz tak dobry rozdział za chłam to nawet nie wiesz jak bardzo żałuję, że nie mogę przeczytać pierwotnej wersji! Kurde! Zaskoczyłaś mnie całkowicie tym rozdziałem. Jest mi cholernie przykro, że tak szybko przeczytałam ten rozdział, który, szczerze powiedziawszy, napełnił mnie mocno pozytywną energią i siedzę teraz gapiąc się w telefon z szeroko otwartymi oczami zbierając szczękę z podłogi, a to, że niedługo masz sesje było chyba moją największą motywacją jaką tylko się da! Dziękuję.
    Cieplutko pozdrawiam i życzę cudu w związku z utraconymi rozdziałami��❤️

    OdpowiedzUsuń
  6. Omg, ta końcówka to wow. Rozdział jest świetny i nie mam pojęcia dlaczego nazywasz go chłamem. Czekam na kolejny x

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten rozdział to błogosławieństwo, już nie mogę się doczekać następnego. ciekawa jestem reakcji Nialla więc zlituj się i dodawaj szybko kolejny rozdział i oczywiście powodzenia na egzaminach xx

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej :)
    Na kiedy tak mniej więcej przewidujesz rozdział?
    Mam nadzieję że sesja została zdania pomyślnie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Proszę odezwij się do nas!!!Daj jakiś znak życia

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie żeby coś ale, żyjesz tam jeszcze?

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedy następny Rozdział? :(

    OdpowiedzUsuń
  12. I tak oto tym sposobem Mags poraz kolejny nie daje znaku zycia. Ciekawe na jak dlugo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że potrwa to tak mniej więcej do 25 lutego. Gdzieś tak. Pewnie jeszcze trwa sesja, a przynajmniej poprawki.

      Usuń
    2. Ale dac znac by mogla zeby ludzie nie czekali

      Usuń
    3. 25 lutego ktorego roku?

      Usuń
  13. Czy tak trudno napisac pare slow, zeby ludzie sie nie martwili? Zeby nie czekali na darmo? Rozczarowujesz ludzi mags.. poraz kolejny. To naprawde przykre

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziewczyno, Ty masz ogromny talent do przekazywania emocji, uczyć poprzez tekst, do stworzenia łapiącej za serce historii, która sprawia, że mam ochotę przeniknąć do świata bohaterów i zmienić bieg wydarzeń! To co tworzysz jest niesamowite. Nie jest to kolejna opowiastka o fance i jej idolu, a opowiadanie pokazujące jak okrutne, zaskakujące i popierdolone potrafi być życie. Z całego serca Ci kibicuję! Zdaj nam wszystkie egzaminy na jak najwyższe oceny :) Ciesz się, bo ta historia powala na kolana wszystkie inne! Powiem tak: gdybym pracowała w wydawnictwie lub czymś podobnym... to chciałabym wydać to fanfiction jako książkę. Jest genialne po prostu. Życzę weny kochana! ;*

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedy następny rozdział? :((

    OdpowiedzUsuń
  16. To nie w porządku że nie dajesz znaku życia mogłabyś przynajmniej powiedzieć czy zamierzasz w ogóle kontynuować pisanie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ej ludzie nie najeżdżajcie tak na nią. Przecież mówiła,że ma egzaminy/sesje w szkole i straciła wszystkie rozdziały i musi pisać od nowa. Rozumiem że jesteście zniecierpliwieni itp.,bo nie ma nowego rozdziału i wg,ale Mags też ma swoje życie poza pisaniem ff,więc bądźcie troche bardziej wyrozumiali. Ciakawa jestem jak Wy byście to wszystko ze sobą pogodzili.To chyba tyle,nie miejcie do niej pretensji.

    Ps. Mags mam nadzieję,że u Ciebie wszystko w porządku...Życzę weny,powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Kiedy nowy rozdział :(?

    OdpowiedzUsuń
  19. Nadal czekamy :) <3

    OdpowiedzUsuń
  20. mamy maj.......

    OdpowiedzUsuń
  21. Trzymam się wizji twojego wakacyjnego powrotu jak ostatnie deski ratunku...

    OdpowiedzUsuń
  22. Mags wracaj ty mała szujko xD

    OdpowiedzUsuń
  23. Rozumiem nie dawac znaku zycia kiedy 1 raz sie to zdazylo.. rozumiem egzaminy.. ale zeby nie miec 2 minut na pounformowanie ludzi co sie dzieje?! Poraz kolejny czekamy kilka miesiecy. Rozumiem ze masz zycie prywatne, szkole a moze nawet prace. Ale to juz jest niewporzadku zachowanie, bo post w ktorym napiszesz ze konczysz z pisaniem, zwiesisz bloga, napiszesz co sie stalo lub zamiescisz jakakolwiek informacje nie zajmuje wielu godzin jak napisanie rozdzialu. A jedynie kilka minut.
    ~P

    OdpowiedzUsuń
  24. musze wiedziec co sie dalej wydarzyło

    OdpowiedzUsuń
  25. proszę cieeeee Mags , możesz napisać chociaż co z Tobą nie?

    OdpowiedzUsuń
  26. Co roku nowy rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  27. Meg co się z Tobą dzieje do cholery?

    OdpowiedzUsuń
  28. Rozumiem mieć osobiste problemy, sesje, egzaminy, choroby i te sprawy, ale takie zachowanie jest nie profesjonalne . Kilka słów od siebie, to tak dużo?
    Żałosne. Nie chcesz pisać, to wstaw notkę i będziesz miała święty spokój. Wstawianie jednego rozdziału na rok jest conajmniej nie na miejscu. Tutaj wszelkie wytłumaczenia przestały działać...

    OdpowiedzUsuń